A może by tak porozmawiać o polityce?

Anna Grabińska
Przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku byłam na urodzinach u przyjaciółki. Zaproszonych było tylko parę osób i w założeniu miał to być miły wieczór przy winie i przed telewizorem. Jednak ponieważ zbliżały się wybory, jedna z zaproszonych dziewczyn, w przypływie szczerości wyznała, iż zamierza głosować na Partię Kobiet.

Ja oczywiście, zamiast zbyć tę kontrowersyjną uwagę milczeniem, skomentowałam jej decyzję, tym samym rozpoczynając dyskusję o polityce w ogóle. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wypowiadając się krytycznie o wtedy przyszłym, a dziś obecnym, premierze oraz krytykując wspomnianą Partię Kobiet wywołałam burzę. Nie było to wcale moim zamiarem, choć pewnie nawet mądrzejsza o tamto doświadczanie i tak nie siedziałabym cicho, uznając że jeśli ktoś błądzi, to moim chrześcijańskim obowiązkiem jest wskazać mu właściwą drogę (no może teraz jednak bym nic nie powiedziała — o tym jednak trochę dalej).

Ale to, co mnie w całej tej sytuacji najbardziej zdziwiło to fakt, iż w sumie nie taka bardzo długa — choć z pewnością ożywiona — dyskusja o polityce nieodwracalnie popsuła atmosferę na przyjęciu urodzinowym. Fanka Partii Kobiet już nigdy potem nie odezwała się do mnie ani słowem (ani na tym przyjęciu, ani w ogóle). Nie powiem, że było mi przykro, bo niespecjalnie mi zależy na utrzymywaniu kontaktów z wyborcami różnorakich niedookreślonych ideowo, ale z pewnością lewicujących partii politycznych, ale byłam trochę zaskoczona.

Z ludźmi o odmiennych poglądach nie rozmawiamy też dlatego, że zwyczajnie nie mamy o czym rozmawiać — nie ma wspólnej podstawy stanowiącej punkt wyjścia do dyskusji.

Polityka jako temat rozmów była dla mnie zawsze czymś naturalnym. Rodzinne spotkania przy okazji różnych świąt zawsze kojarzyły mi się właśnie z rozmowami o polityce. Czy to Wigilia, czy Wielkanoc zawsze, raczej prędzej niż później, zaczynały się dyskusje o bieżących wydarzeniach, po to tylko, aby w końcu rozważać kwestie dość luźno związane z polityką na dość wysokim poziomie abstrakcji. W jakimś sensie te jałowe, choć na pewno interesujące rozmowy były właśnie tym, co dla mnie było najbardziej charakterystyczne dla spotkań z rodziną. A tu nagle w tym roku na Wigilii nie padło ani jedno słowo na ten temat. Ktoś tylko omówił swoje perypetie ze służbą zdrowia i to by było na tyle. Nawet przy tej okazji nie padło ani jedno słowo na temat polityki rządu czy pani minister Kopacz. Zaczęłam się zastanawiać, co się dzieje. Dlaczego nagle polityka stała się tematem tabu?

Warto zauważyć, nie jest to zjawisko, które z jakiegoś nie do końca pojętego powodu wystąpiło tylko w mojej rodzinie czy też wśród moich (byłych) znajomych. Wystarczy przejrzeć forum dyskusyjne KoLibra. Gdyby opierać się na tym, co jest tam dyskutowane, można by odnieść wrażenie, że w polityce absolutnie nic się nie dzieje. Oczywiście nie od dziś wiadomo, że premier woli grać w piłkę kopaną niż pracować, ale chyba nie aż do tego stopnia? Bo jednak mam wrażenie, że dzieje się dość, aby dziennikarze przygotowujący wiadomości mieli o czym mówić. I to nawet codziennie, nie tylko raz czy dwa razy w tygodniu. Dlaczego więc nawet na forum organizacji mieniącej się, bądź co bądź, polityczną, bieżąca polityka nie jest prawie wcale dyskutowana?

Polityka jest tabu czy może po prostu nie chce mi się z Tobą gadać?

Jakby się nad tym dobrze zastanowić to jednak nie jest tak, że o polityce nie rozmawia się wcale. Moi rodzice, na przykład, w dalszym ciągu rozmawiają o niej dość często. Są osoby, z którymi gdzieś między wymienieniem plotek o naszych znajomych i dokładnym przeanalizowaniu wad i zalet nowych butów dyskutujemy właśnie o polityce. Ale są też takie osoby, z którymi prędzej porozmawiam o wynikach meczu bokserskiego czy spadku populacji pingwinów na Antarktydzie. Dlaczego tak jest?

W sytuacji gdy jeden z rozmówców powtarza pewne zdania jak mantrę i nie jest w stanie wyjść poza (stworzony przez kogoś innego) schemat nie ma możliwości prowadzenia czegoś, co można w ogóle uznać za rozmowę.

W zasadzie nie mam znajomych o lewicowych poglądach. Rzecz jasna stykam się z takimi osobami w różnych sytuacjach, ale nie są to osoby, z którymi utrzymuję kontakty. Wydawałoby się, że jeśli ktoś nie ma poglądów lewicowych to ma prawicowe, względnie nie ma żadnych. W pierwszym wypadku powinno być tak, że różnice zdań są na tyle niewielkie, że nie grożą tym, iż jeden z rozmówców wyląduje w szpitalu ze złamanym nosem, w drugim polityka powinna być dla mojego rozmówcy tematem może nudnym, ale dość bezpiecznym. A jednak temat ten wcale nie jest bezpieczny.

Pomimo rzekomo zbliżonych poglądów nie rozmawiamy o polityce, nie komentujemy poczynań rządu, nie omawiamy sytuacji w Polsce, nie analizujemy, co dzieje się na świecie. I tutaj nasuwa się pytanie, czy istotnie sam fakt, że ktoś nie głosuje na SLD (czy innej maści jawnych lewaków) aby na pewno oznacza, że mamy zbliżone poglądy? Do pewnego czasu (konkretnie do wyborów w 2005 roku) wydawało się, że tak. Istniało przeświadczenie, że tak długo, jak długo wszyscy uważamy że rząd SLD-UP jest do bani, to w zasadzie się zgadzamy. Aż tu nagle okazało się, że był to bardzo poważny błąd w założeniu.

Jednak przed tamtymi wyborami, nawet gdy ktoś popierał lewicowy rząd, rozmowa o polityce rzadko była przyczyną kompletnego zerwania kontaktów towarzyskich. A teraz jest tak, że o polityce nie wolno rozmawiać, o ile nie ma się stuprocentowej pewności, że nasz rozmówca ma naprawdę, a nie tylko pozornie, zbliżone do nas poglądy.

Przy czym tutaj trzeba zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Z ludźmi o odmiennych poglądach nie rozmawiamy po pierwsze dlatego, że może mieć to skutki nieodwracalne — będzie to nasza ostatnia rozmowa. Ale nie rozmawiamy z nimi też dlatego, że zwyczajnie nie mamy o czym rozmawiać — nie ma wspólnej podstawy stanowiącej punkt wyjścia do dyskusji. Jeśli jedyne co do czego się zgadzamy, to to, że nie zgadzamy się co do niczego i nie zgadzamy się z definicji, a nie dlatego, że faktycznie mamy odmienne zdanie, to po prostu nie istnieje możliwość rozmowy.

Może ja Ci wytłumaczę, dlaczego się mylisz?

Dwa powody, dla których rozmowy o polityce stały się problemem, mimo że pozornie tak różne, są ze sobą bardzo ściśle powiązane czy — mówiąc dokładniej — ten pierwszy wynika bezpośrednio z drugiego. Tego typu dyskusje stały się przyczyną nierozwiązywalnych konfliktów właśnie dlatego, że w wielu przypadkach nie zgadzamy się z definicji. Nie jest tak, że każda ze stron ma jakieś, mniej lub bardziej, ale zawsze choć trochę przemyślane poglądy i jest w stanie ich rzeczowo bronić, zaś w przypadku, gdy druga strona ma lepsze argumenty, uzna jej racje. W sytuacji gdy jeden z rozmówców powtarza pewne zdania jak mantrę i nie jest w stanie wyjść poza (stworzony przez kogoś innego) schemat nie ma możliwości prowadzenia czegoś, co można w ogóle uznać za rozmowę. Zaś fakt, że „poglądy” nie są poglądami, lecz wyuczonymi na pamięć sloganami powoduje, że próba ich podważenia jest śmiertelną obrazą.

W trakcie rozmowy łatwo jest stwierdzić, czy wciąż jeszcze ma się własne zdanie, czy może zaczęło się powtarzać jakieś ładnie brzmiące, ale niewiele znaczące hasła — nawet jeśli samemu się nie zauważy, to zwróci na to uwagę rozmówca.

Gdy ktoś ma jakieś poglądy i są to naprawdę jego poglądy, wie również, z czego się one biorą i będzie przy nich trwał tylko dopóty, dopóki nie okaże się, że za innymi poglądami przemawiają lepsze argumenty. Ale w dalszym ciągu pozostanie w sferze poglądów mających uzasadnienie. Jeśli jednak mamy do czynienia z sytuacją, że ktoś de facto nie ma żadnych poglądów, a jedynie zapamiętał jakiś hasło, to nie tylko nie da się go przekonać — siłą rzeczy jest on zaimpregnowany na argumenty merytoryczne. Nade wszystko każdą próbę dyskusji odbiera on jako zamach na jego osobę — próbę odebrania mu czegoś, bez dawania czegoś w zamian. Bo gdy ktoś mnie przekona do swoich poglądów, owszem coś mi zabrał, ale też coś mi dał. Ale jeśli nie mam poglądów tylko „poglądy”, to jedynie inne pseudo-poglądy mogą je zastąpić, a rozmowa zakłada wymianę argumentów rzeczowych, nie zaś przerzucanie się sloganami.

Dlatego właśnie nie istnieje możliwość przekonania takiego delikwenta, można go co najwyżej obrazić. Próba rozmowy jest z góry skazana na niepowodzenie. Najgorsze jest jednak to, że kompleksy „poglądów” są najczęściej przyjmowane całościowo i na bieżąco uzupełniane o nowe składniki (trochę tak jak komputer, który automatycznie pobiera aktualizacje oprogramowania) przy kompletnym braku ich zrozumienia.

Normalnemu człowiekowi ciężko jest to sobie wyobrazić, więc zobrazuję to przykładem. Jeśli ktoś mi mówi, że nie wie, co to jest podatek liniowy, ale i tak popiera partię, która chce go wprowadzić (abstrahując od tego, czy uważam że podatek liniowy jest dobry czy zły), to pytam się, jak można uważać za dobre coś, czego się nie rozumie? Otóż okazuje się, że po prostu ta osoba uważa, że wszystkie pomysły tej partii są z definicji dobre (mimo że większości, jeśli nie wszystkich, nie rozumie). No cóż, zapewne można i tak.

Warto też zauważyć, że te osoby, z którymi nie rozmawiamy o polityce, wcale nie są zainteresowane prowadzeniem takich rozmów, ponieważ polityka jako taka w ogóle ich nie interesuje. Mają „poglądy”, bo wypada je mieć, ale wcale nie jest tak, że widzą jakiś związek między polityką a swoim codziennym życiem.

Ale czasem przecież rozmawiamy…

Można powiedzieć, że jest dość ostry podział na tych, z którymi można o polityce rozmawiać i na tych, z którymi taka rozmowa jest niewskazana czy wręczy niemożliwa. Wiemy już dlaczego nie rozmawiamy, ale warto może zastanowić się, dlaczego i po co rozmawiamy. Rzecz jasna może być tak, że nie mamy innych tematów, ale to chyba nie jest do końca prawda. Przecież moglibyśmy podyskutować o czymś zupełnie innym, ale po prostu chcemy porozmawiać o tym, co się wokół nas dzieje. Z jakiegoś powodu chcemy podzielić się własnymi przemyśleniami i dowiedzieć się, co sądzą inni.

Otóż jeśli założymy, że człowiek myślący i umiejący słuchać nie jest całkowicie odporny na argumenty, musimy też przyjąć, że jego poglądy w wyniku przeprowadzonych rozmów ulegają pewnym (drobnym) zmianom, podobnie zresztą, jak poglądy jego rozmówców. Stwierdzenie takie ma dość daleko idące konsekwencje. Oznacza to mianowicie, że rozmowy o polityce powodują stopniowe ujednolicanie się poglądów osób rozmawiających, umożliwiając tym samym wypracowanie wspólnego stanowiska w różnych kwestiach.

Jednocześnie tego typu rozmowy stanowią dość dobre antidotum na wszelkiego rodzaju propagandę. W trakcie rozmowy łatwo jest stwierdzić, czy wciąż jeszcze ma się własne zdanie, czy może zaczęło się powtarzać jakieś ładnie brzmiące, ale niewiele znaczące hasła — nawet jeśli samemu się nie zauważy, to zwróci na to uwagę rozmówca. Dlatego warto co jakiś czas porozmawiać o polityce, bo inaczej sami możemy obudzić się pewnego dnia i stwierdzić, że tak naprawdę to wszystko razem mało nas obchodzi.

Anna Grabińska

Napisz komentarz

Pola wymagane oznaczone są *.


iiayuxlmvo
Posts: 2
Comment
KAfLWHjoiYXQFBTX
Reply #2 on : Thu April 22, 2010, 12:56:02
KKwu3K <a href="http://poevqjhzaubw.com/">poevqjhzaubw</a>, [url=http://puyvldcxducw.com/]puyvldcxducw[/url], [link=http://rcxgoekpcoda.com/]rcxgoekpcoda[/link], http://ytlnrzbrnfkk.com/
hreoxesg
Posts: 2
Comment
qUQzGiKuM
Reply #1 on : Thu April 22, 2010, 08:16:51
EYfbwB <a href="http://gfqdkcujwsiu.com/">gfqdkcujwsiu</a>, [url=http://iypyjfnsfrdq.com/]iypyjfnsfrdq[/url], [link=http://uksymqjlnizf.com/]uksymqjlnizf[/link], http://hqyowmwckrqx.com/

Anna Grabińska

W numerze:

Z życia KoLibra
Aktualności
Temat numeru
Globalne ocieplenie
Anna Grabińska
Troska o klimat czy starcie ideologii?
Z Tomaszem Telukiem, politologiem i ekonomistą, rozmawiają Anna Grabińska i Tomasz Dalecki
Credo quia absurdum
Igor Belczewski
Nowe religie
Marcin Masny
Komentarz dzikiego kapitalisty
Po co są banki?
Witold Falkowski
Z czapy Kwiatka
„Bądź wierny”. Już tylko sobie?
Jaromir Kwiatkowski
KontrRewolucja
Dzień fałszu
Łukasz Kluska
Polityka
Bezpardonowa walka w cieniu komisji
Łukasz Schreiber
Biznes
Proaktywność
Paweł Królak
Kącik teologiczny
Reforma soborowa nie wzięła się znikąd
Paweł Pomianek
Felietony
A może by tak porozmawiać o polityce?
Anna Grabińska
Mit autorytetów
Igor Belczewski
Kultura i społeczeństwo
Kultura Popularna i Media — co tak naprawdę ogłupia ludzi?
Anna Grabińska

Facebook | Goniec Wolności

Wesprzyj „Gońca”

VWBank Direct 23213000042001020462740001
z dopiskiem: Goniec Wolności

Wydaliśmy książkę!


Czego nie wiesz o obecnym kryzysie? pod red. Dominika Jaskulskiego

Do nabycia w pakiecie ebooków Libenter.pl