Amerykanów z krzyżem problemy
Wyrok ten poruszył bardzo mocno tak europejską, jak i polską opinię publiczną, doprowadzając nawet do wydawania specjalnych rezolucji przez organy państwowe (vide uchwała polskiego Sejmu z dnia 3 grudnia 2009 r. w sprawie „ochrony wolności wyznania i promocji wartości będących wspólnym dziedzictwem narodów Europy”). Należy się liczyć z tym, że przedmiotowy judykat jeszcze długo będzie budził kontrowersje, być może warto więc przyjrzeć się sytuacji panującej w tej materii po drugiej stronie Atlantyku.
Poprawka pierwsza
Rozpocząć wypada od stwierdzenia, że tuż po uchwaleniu Konstytucji Stanów Zjednoczonych, dodano do niej szereg poprawek w ramach tzw. Karty Praw Stanów Zjednoczonych Ameryki (ang. United States Bill of Rights). Pierwsza z nich wprowadzała m.in. wolność religii i brzmi po dziś dzień tak oto: „Kongres nie może stanowić ustaw wprowadzających religię albo zabraniających swobodnego wykonywania praktyk religijnych; ani ustaw ograniczających wolność słowa lub prasy, albo naruszających prawo do spokojnego odbywania zebrań i wnoszenia do rządu petycji o naprawę krzywd”.
Prosta w swym brzmieniu klauzula była też stosunkowo prosto rozumiana, głównie jako zakaz tworzenia religii (kościoła) narodowej, względnie brak pozytywnych działań legislacyjnych promujących jedne religie ponad inne. Jak się jednak okazało, ponad dwieście lat praktyki przyniosło szereg spraw, których ostateczne rozstrzygnięcia, oparte na pierwszej poprawce, rozciągały rozumienie wolności religijnej do coraz to nowszych i szerszych w swym zakresie przypadków.
Jeden krzyż — kilka historii
Jednym z ciekawszych przykładów zmagań amerykańskich z symbolami religijnymi jest sprawa postumentu przedstawiającego krzyż, a wzniesionego na pewnym wzgórzu Kalifornii — Mount Soledad. Historia tego symbolu ma już niemal 100 lat, choć w początkowym okresie to nie ateiści byli jego głównym wrogiem. Postawiony bowiem w 1913 roku przez mieszkańców miasteczka La Jolla został skradziony dziesięć lat później i choć w tym samym, w 1923 roku ufundowano go powtórnie — spalili go członkowie Ku-Klux-Klanu. Na następną erekcję czekano do 1934 roku, jednak i ta wersja krzyża nie okazała się zbyt trwała, albowiem uległa zniszczeniu w 1952 roku. Dopiero ostateczna wersja monumentu ufundowana w 1954 roku stoi na wzgórzu po dziś dzień.
Jednak w ostatnich latach, niewiele brakowało (a zasadniczo sprawa do dziś nie jest wciąż przesądzona), by postument usunięto w świetle prawa. Oto bowiem w 1989 roku mieszkaniec San Diego (do którego administracyjnie należy La Jolla), niejaki Philip K. Paulson, złożył pozew przeciwko władzom, domagając się usunięcia krzyża, który jego zdaniem narusza zasadę rozdzielności państwa od religii, albowiem usadowiony był on na gruncie należącym do skarbu państwa i wystawiony był na widok publiczny podatników. W 1991 roku sędzia Gordon Thompson przychylił się do tego poglądu, orzekając na korzyść powoda.
Jeden krzyż — wiele problemów
Od tego momentu dopiero zaczęła się batalia na wszystkich frontach. Miasto odwołało się od wyroku, jednak sąd wyższej instancji w pełni podzielił decyzję sądu niższego. Jednocześnie jednak miasto postanowiło oddać grunty na których stał krzyż pozarządowej organizacji, aby wyrok stał się niewykonalny (co zostało zaaprobowane w referendum). W ten sposób, w 1994 roku sprzedano część terenu jednemu z lokalnych stowarzyszeń, jednak trzy lata później, ten sam sędzia Gordon Thompson uznał, że transakcji dokonano z naruszeniem stanowego prawa, albowiem wydzielenie z własnego terenu tylko fragmentu pod krzyżem „w dalszym ciągu ujawnia preferencję lub pomoc dla religii chrześcijańskiej”, co było — zdaniem tegoż sędziego — niezgodne z pierwotnym werdyktem w sprawie.
Wydawało się, że ziemię pod krzyżem uda się sprzedać w 1998 roku, kiedy to doszło do powtórnej transakcji z tym samym, co poprzednio stowarzyszeniem (choć za cenę kilkakrotnie wyższą), tym bardziej, że zaakceptował to nie kto inny jak sędzia Thompson. Niestety, wspomniany już powód, Philip K. Paulson złożył odwołanie i sąd wyższej instancji uchylił sprzedaż, uznając iż miasto w konkretnym przypadku stworzyło nieuzasadnione korzyści dla tych oferentów, którzy obiecywali pozostawienie krzyża. Czym, oczywiście, naruszono zasadę neutralności państwa.
Po tym orzeczeniu, przeciwnicy obecności krzyża zacierali wreszcie ręce, gdyż wydawało się, że miasto musi ostatecznie usunąć monument, tym bardziej, że w 2004 roku mieszkańcy San Diego w przeprowadzonym referendum orzekli, że nie powinno się przeprowadzać trzeciej sprzedaży licytacyjnej nieruchomości.
Krzyż a sprawa narodowa
Na tym etapie do gry włączyli się jednak i inni zawodnicy, a sprawa z lokalnego, przybrała charakter ogólnokrajowy. Najpierw kilku kongresmenów zaproponowało, by Mount Soledad stało się narodowym miejscem pamięci i by zostało oddane przez miasto władzom federalnym. Niedługo potem zebrano podpisy obywateli pod takim wnioskiem, a niezależnie od tego powoływano się na sondaże, wedle których 75% mieszkańców opowiadało się za pozostawieniem krzyża na swoim miejscu (i tak uznano w kolejnym zresztą referendum).
W efekcie, w wyjątkowym trybie, w 2006 r. uchwalono specjalną ustawę, która miała na celu wywłaszczenie miasta z nieruchomości pod krzyżem na rzecz rządu federalnego. W sprawę zaangażował się sam prezydent USA George W. Bush, który bezceremonialnie stwierdził, że mieszkańcy San Diego chcą pozostawienia postumentu na miejscu a „aktywizm sędziowski nie powinien stawać na drodze woli ludu”.
Co dalej z krzyżem?
Ostatnie lata wcale jednak nie przyniosły spokoju zainteresowanym stronom. Wprawdzie sądy uznały ważność i konstytucyjność referendalnych rozstrzygnięć mieszkańców o chęci pozostawienia krzyża na wzgórzu (i przetransferowania go na rzecz rządu federalnego), jednak w 2007 po stronie powodów pojawiły się kolejne organizacje domagające się usunięcia krzyża (w tym szeroko znana ACLU — American Civil Liberties Union).
Jednakże, w kolejnym już postępowaniu, prowadzonym w szczególnym trybie, w dniu 31 lipca 2008 roku sędzia Larry Alan Burns uznał, że krzyż może pozostać na miejscu. Co istotne, w uzasadnieniu znalazło się stwierdzenie, zgodnie z którym pomnik na Mt. Soledad, wraz z krzyżem łacińskim, „przekazuje w pierwszej kolejności pozareligijne przesłanie odnośnie służby wojskowej, śmierci i poświęcenia”. Z tej przyczyny, mimo usadowienia go na nieruchomościach należących do skarbu państwa, jest zgodny z konstytucją. Wyrok jednak wciąż nie jest prawomocny. W grudniu 2009 roku odbyło się pierwsze przesłuchanie rozprawy apelacyjnej. Czy sąd odwoławczy podzieli zdanie niższej instancji? Po tak długiej batalii wciąż nie wiadomo…
Grzegorz Pacek
Napisz komentarz
Pola wymagane oznaczone są *.
Posts: 2
Reply #1 on : Wed April 21, 2010, 23:23:41


Posts: 2
Reply #2 on : Thu April 22, 2010, 12:51:16