JRF czyli LTI. Kilka słów o Feministycznej Nowomowie
(George Orwell, Rok 1984)
Chyba wszystkie systemy totalitarne wykształciły jakiegoś rodzaju nowomowę, co jak sądzę, wynika z tego, że cechą charakterystyczną tego typu systemów jest to, że chcą one pozbawić jednostkę wolności. Zmierzają do tego w sposób najbardziej podstępny z możliwych, odbierając jej wolność myślenia i powodując, że ona sama, nie zdając sobie z tego sprawy, ogranicza swoją swobodę. Powstają nowe pojęcia, które zastępują te istniejące dawniej, zaś starym słowom nadaje się nowe znaczenia. Często użytkownicy języka sami nie wiedzą, że słowa, których używają, znaczą już co innego niż znaczyły. Myśl feministyczna, będąca tylko jednym z elementów szerszego nurtu postępowego, w tej kwestii nie różni się niczym od znanych z historii systemów.
Język Ruchu Feministycznego (JRF)
Feministki razem z innym „postępowcami” wykształciły zespół pojęć, które, niestety, weszły do naszego języka i stały się słowami rozpoznawanymi i używanymi przez wszystkich. Wydaje się, że tworząc pojęcia, stworzyły one także zjawiska, bo przecież nie mamy tu do czynienia z naukami przyrodniczymi, gdzie sam fakt, że istnieje nazwa krasnoludek, nie oznacza jeszcze, że krasnoludki istnieją. Społeczeństwo funkcjonuje nieco inaczej i pojawienie się pojęcia opisującego pewien trend może spowodować, że w efekcie i trend się pojawi. One nazywają to uświadamianiem istnienia problemu, ja nazywam kreowaniem faktów społecznych.
Dziś, w dużej mierze dzięki radosnej twórczości działaczy ruchów postępowych, musimy się zmierzyć z problemami dawniej nie znanymi, a co bardziej niepokojące, poważne problemy od dawna wymagające rozwiązania zostały zepchnięte na margines.
Uważny obserwator zauważy bardzo wiele podobieństw między JRF a LTI (Lingua Tertii Imperii) oraz zwróci uwagę, że w zmienionej formie, ale co do zasady takie same wydarzenia jak opisał Victor Klemperer, możemy obserwować dziś my.
Okazja do świętowania
Pod datą 20 kwietnia 1933 roku Victor Klemperer opisuje nową okazję do świętowania — urodziny Hitlera. Święta odgrywają niezwykle ważną rolę w jednoczeniu ludzi i z łatwością mogą zostać wykorzystane do promowanie pewnych idei. I my także mamy nowe święta — ładne kolorowe i zupełnie zbędne. Halloween, Walentynki i Dzień Kobiet. Halloween zastąpić ma Dzień Wszystkich Świętych, Walentynki — święto miłości promuje miłość rodem z amerykańskiego filmu dla nastolatek. A Dzień Kobiet? Dzień Kobiet w teorii (w dużej mierze dzięki nazwie) należy do katalogu świąt takich jak Dzień Matki czy Dzień Dziecka, ale w praktyce już nie bardzo do nich pasuje. Wszystkie pozostałe dni są świętami prywatnymi, zaś Dzień Kobiet wręcz przeciwnie.
Jest to święto ustanowione przez socjalistyczną międzynarodówkę jako wyraz szacunku dla ofiar walki o równouprawnienie, czyli już z samej idei wpisuje się ono w tradycję świąt narodowych (tak jak urodziny Hitlera) czy też może w tym przypadku międzynarodowych, upamiętniających walkę o wspólną sprawę. Jest ono obchodzone publicznie, nie zaś prywatnie. Dawniej kobiety dostawały w tym dniu prezenty w zakładach pracy, dziś mamy Manify — świętowanie w przestrzeni publicznej z bardzo jawnie promowaną ideologią. Jednak święto to święto — niezawodny sposób na rząd dusz.
Najpierw słowa, potem rzeczywistość
Dzień Kobiet czy — jak niektórzy perfidnie go nazywają — Święto Kobiet ma służyć uczczeniu ofiar walki o równouprawnienie. Ale co to w ogóle jest to równouprawnienie? Oczywiście chodzi o przyznanie równych praw płciom — to jasne. Tylko zwróćcie, proszę, uwagę, że implikuje to brak równych praw w chwili obecnej. Wynika to zarówno z samego pojęcia „walka o równouprawnienie”, jak i ze sposobu, w jaki jest ono używane. Problem polega na tym, że brak równych praw jest bzdurą, zaś jak się dobrze przyjrzeć szczegółowym postulatom działaczek i działaczy okaże się, że nie domagają się wcale równego statusu kobiet i mężczyzn czy też równości wobec prawa, lecz zgody na działania i praktyki z gruntu niemoralne.
Z pojęciem równouprawnienia łączy się, rzecz jasna, dyskryminacja. Kolejne pojęcie, które nie bardzo wiadomo do czego ma się odnosić. Tak naprawdę z kontekstu użycia wynika, że dyskryminacją jest każde traktowanie inaczej. I tutaj również stworzono zjawisko — to, co dawniej nie było problemem, nagle się nim staje. Okazuje się, że przejawem dyskryminacji może być absolutnie wszystko, co w dużej mierze wynika z faktu, że „dyskryminacja”, podobnie jak „walka o równouprawnienie” to słowa wytrychy, które nie są jasno zdefiniowane, a odwołują się przede wszystkim do emocji. Pojawiają się nawet teksty naukowe, w których badaczki szczegółowo analizują, w jaki sposób kobiecość jest waloryzowana ujemnie w podręcznikach do medycyny, co oczywiście jest również przejawem dyskryminacji.
Tolerancja jest również bardzo ważna dla ruchu postępowo-feministycznego. Przy czym tolerancja nie oznacza tolerancji, lecz akceptację. Nie chodzi o to, by pewne zjawiska tolerować, lecz o to, by je zaakceptować, a najlepiej zaaprobować i w zasadzie tylko w takim kontekście jest ono używane.
Za tymi pojęciami zmienia się i rzeczywistość — pojawiają się problemy, które nigdy wcześniej tak naprawdę nie istniały. Ale to oczywiście nie oznacza, że nie nabierają one znamion realności. Jeśli dość długo się o czymś mówi, ludzie w końcu zaczynają w to wierzyć i zachowywać się jakby tak właśnie było, dostosowując swe zachowania do zmieniającego się języka, którym rzeczywistość jest opisywana.
Pojęcia te wchodzą do podręczników szkolnych, uczy się ich dzieci, narzucając w ten sposób pewną wizję świata, która jest znacznie bardziej opresyjna niż mogłoby się wydawać.
Zniewolenie propagandą wolności
Feministki mówią dużo o równych prawach, tolerancji, prawie wyboru i tego typu sprawach. Przyjrzyjmy się temu z bliska. Równe prawa to tak naprawdę nic nieznaczący frazes, którym okraszona jest cała, dość groźna, reszta. Tolerancja to ma być tak naprawdę akceptacja tego stylu życia, które one wybrały na mocy głoszonej przez siebie zasady, że każdy ma prawo wybrać to, co mu się żywnie podoba.
W ich ideologii nie ma miejsca na normy moralne czy też na faktyczną tolerancję dla inności. Pod ładnie brzmiącymi hasłami starają się one ukryć próbę narzucenia nam wszystkim, kobietom i mężczyznom, pewnego oglądu świata i sposobu życia. Choć mówią dużo o wolności, tak naprawdę chodzi właśnie o zniewolenie — przymus życia według zasad, które one wyznają. W miejsce faktycznej wolności proponują wolność, która wyraża się tylko w nic nie znaczących słowach, za którymi kryje się podporządkowanie regułom przez nie zdefiniowanym. Najgorsze jest to, że ten powolny proces prania mózgów, choć dzieje się na naszych oczach, odbywa się w sposób prawie niedostrzegalny — mała zmiana tu i tam, nic czemu warto by poświęcić więcej uwagi, ale skutki mogą być opłakane.
Wspominany już Victor Klemperer, autor książki „LTI. Notatnik filologa” napisał:
Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy z językiem nafaszerowanym propagandą stykamy się tak często — w szkole, w pracy i przede wszystkim w mediach — powinniśmy zawsze mieć tę uwagę w pamięci. Dobrze jest mieć świadomość tego, jak zdradliwe mogą być niby niegroźne słówka, które słyszy się co i rusz, i nie używać ich, niewiedząc co tak naprawdę się za nimi kryje.
Anna Grabińska
Napisz komentarz
Pola wymagane oznaczone są *.
Posts: 2
Reply #1 on : Thu April 22, 2010, 14:25:06


Posts: 2
Reply #2 on : Thu April 22, 2010, 16:16:40