Mit autorytetów
Niestety współcześnie ciężko mówić o autorytetach. „Cóż to jest autorytet?”, zapytałby Poncjusz Piłat. Jak podaje Słownik języka polskiego autorytet to „człowiek będący ekspertem w jakiejś dziedzinie, cieszący się poważaniem i mający wpływ na zachowania i myślenie innych ludzi”. Wszystko pięknie. W definicji brakuje mi tylko tego w jaki sposób dochodzi się do pozycji autorytetu. W Polsce mamy bowiem całą armię „autorytetów”, ale jakoś brakuje nam prawdziwych autorytetów, takich przez duże A.
Hans Herman Hoppe w jednym z wykładów wygłoszonych podczas obchodów 25. rocznicy założenia Instytutu Misesa w Auburn mówił o intelektualistach (w rozumieniu Paula Johnsona, czyli właściwie o „yntelektualistach”, wymawianych z przekąsem) oraz o zjawisku, które on sam określa mianem anti-intellectual intellectuals (w wolnym tłumaczeniu „anty-intelektualni intelektualiści”).
Ci pierwsi stanowią grupę mainstreamowych intelektualistów wykreowanych przez media i wspieranych finansowo przez państwo (za co oczywiście odpłacają się przyklaskiwaniem różnym jego decyzjom). To właśnie oni są bohaterami naszego mitu — mitu autorytetów. Ludzie ci rzadko kiedy mają do powiedzenia coś od siebie, preferują raczej powtarzanie gotowców za innymi. W końcu „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” — jak powiedział ongiś „wybitny” intelektualista niemiecki. Ich mityczność polega właśnie na tym, że są utrzymywani przez państwo i jego popleczników, często nie mając nic mądrego do powiedzenia. Czyli taki „autorytet na siłę”.
Anti-intellectual intelectualls nie mają tak prostego życia. Chociaż za ich poglądami stoją argumenty, z którymi ciężko się spierać, nie mają tak dużych możliwości ich szerzenia. Po pierwsze nie otrzymują żadnych pieniędzy z budżetu państwa, gdyż często są krytyczni wobec samego państwa lub aktualnie rządzących elit. Po drugie, w momencie gdy, nie daj Boże, odważą się powiedzieć coś głośno, grupy czerpiące korzyści ze status quo rzucą na nich armię własnych intelektualistów gotowych rozszarpać ich na strzępy. Bardziej ekonomiczne rozwiązanie to zwołanie konferencji prasowej jakiegoś „autoryteta” czy innego człowieka honoru, który powie, co jest dobre, a co już nie. Mechanizm jak bardzo prosty jest, każdy widzi.
Wybitny amerykański astronom Carl Sagan w swojej książce Świat nawiedzany przez demony napisał, że „w nauce nawet autorytety muszą udowodnić swoje poglądy, tak jak każda inna osoba”. Wydawałoby się, że w zasadzie to nie tylko w nauce, ale tak w ogóle w życiu. (Teraz czas na odkrycie Ameryki.) Jednakże, jak pokazuje życie, życie i polityka to dwie różne kwestie. Polityka jest bardziej polityczna niż życiowa, natomiast życie bardziej życiowe. Z tym, że życia się nie oszuka, a politykę już owszem. Co więcej, polityka często próbuje oszukiwać życie i czasem nawet jej się to pozornie udaje. To się nazywa psychomanipulacją.
Badacz metod wpływania na ludzi, Robert Cialdini wymienia 6 zasad, za pomocą których jedni ludzi manipulują innymi. Jedną z nich jest reguła autorytetu. Mówi ona o tym, że w momencie zetknięcia szarego człowieka i autorytetu, człowiek nie będzie przywiązywał wagi do tego, co autorytet mówi, tylko do tego, że mówi to autorytet. Może to prowadzić do sytuacji, w której „błędy autorytetów będą przyjmowane za wzorce” (można by się nawet pokusić o namówienie jakiegoś Wielkiego Autorytetu o stwierdzenie, że w zasadzie to matematyka zawiera parę błędów i np. takie 2+2 wcale nie wynosi 4 tylko 5, a potem obserwować efekty).
Wiara w autorytety wydaje się dziś wiarą naiwną. Autorytety często są ludziom po prostu narzucane i „wybierane” w ich imieniu. Zdarza się, że autorytety same zaczynają wierzyć w swój autorytet i przestają racjonalnie analizować rzeczywistość. Hołdując starej dobrej zasadzie „bez nazwisk”, nie będę ich tutaj wyliczał (tak naprawdę chodzi o inną zasadę, zasadę „miejsca brak”).
Nie chcę tutaj zaprezentować się jako wróg autorytetów jako takich. Sam mam kilka, ale mimo wszystko wolę traktować je z dystansem. „Drogi mi jest Platon, lecz bliższa Prawda”. Warto by to przemyśleć i w codziennym życiu większą wagę przywiązywać do przekazywanych treści niż do osób, które je przekazują. A prawda w końcu zwycięży.
Igor Belczewski
Napisz komentarz
Pola wymagane oznaczone są *.
Posts: 2
Reply #1 on : Thu April 22, 2010, 09:07:27


Posts: 2
Reply #2 on : Thu April 22, 2010, 15:37:52