Nieujarzmiona wyobraźnia. Parnassus i Terry Gilliam
Terry Gilliam to twórca niezwykły. Przez wiele lat był członkiem najlepszych specjalistów od rozśmieszania w historii świata, czyli grupy Monty Python. Od ponad dwudziestu lat raczy nas też wytworami swego umysłu przelanymi na taśmę filmową. Niektórzy nazywają te dzieła po prostu filmami. Dla innych to po prostu fajerwerki niczym nie skrępowanego popisu możliwości ludzkiego umysłu. Z Gilliamem może równać się tylko jeden reżyser (który czasem przerasta swojego kolegę po fachu) — Tim Burton, ale to już temat na osobny artykuł.
Amerykański Python odnosił i sukcesy artystyczne, a nawet komercyjne („The Fisher King”, „12 małp”), jednak większa część kariery to problemy. Kłopoty z producentami (spektakularna porażka finansowa „Barona Munchausena”) i ludźmi (choroba głównego aktora i śmierć producenta podczas kręcenia „Kto zabił Don Kichota”, filmu notabene nieukończonego). Mimo to, a może właśnie dlatego, Gilliam cieszy się statusem reżysera kultowego, a zdecydowana większość jego dzieł cieszy się powodzeniem wśród fanów.
Obecnie na ekranach kin gości „The Imaginarium od Dr Parnassus” (polski dystrybutor skrócił tytuł do samego nazwiska „Parnassus”). Film, którego nie powinno być. Dlaczego? Otóż podczas zdjęć zmarł Heath Ledger (znany widzom z takich filmów jak „Tajemnica Brokeback Mountain”, „Mroczny rycerz” czy „Nieustraszeni bracia Grimm” w reżyserii właśnie Gilliama). Nastąpił impas. Do ukończenia filmu namówiła reżysera córka, będąca jednym z producentów filmu. Gilliam zmienił nieco scenariusz, wprowadzając dodatkowo trzech aktorów, którzy przejęli rolę ogrywaną przez Ledgera. Brzmi to dość dziwnie i może wydawać się nieprawdopodobne, ale ma to bardzo sensowne wytłumaczenie w fabule Parnassusa.
Nad samą fabułą nie chciałbym się zbytnio rozwodzić, gdyż element zaskoczenia daje większą przyjemność z projekcji. Kilka słów o treści rzec jednak muszę. Doktor Parnasuss (Christopher Plummer) wraz z niespełna szesnastoletnią córką Valentiną (olśniewająca swą nietypową urodą Lily Cole) i dwoma pomocnikami objeżdża Londyn wraz ze swym Imaginarium. Cała grupa wystawia specyficzne przedstawienia będące mieszaną teatru i cyrku. Pewnego wieczoru znajdują wisielca Tony’ego (Heath Ledger), który nie pamięta nic ze swej przeszłości. W miarę rozwoju akcji poznajemy historię Imaginarium, jak i poszczególnych postaci. Dowiadujemy się, że Parnasuss by uzyskać osobiste szczęście, przed laty zawarł pakt z diabłem (w tej roli rewelacyjny Tom Waits) zawierający klauzulę, że córka doktora po ukończeniu lat szesnastu stanie się własnością księcia piekieł. Oszalały z rozpaczy ojciec chce zrobić wszystko, by nie dopuścić do straty córki. Tajemniczy Tony ma odegrać ważką rolę w mających się rozegrać wydarzeniach.
A czym jest tajemnicze Imaginarium, mógłby zapytać czytelnik? To kraina będąca projekcją umysłu Parnassusa, gdzie każdy może doświadczyć tego, czego pragnie. Nieuczciwych czekają jednak niebezpieczeństwa. Każdy z tych, którzy weszli do krainy marzeń staje przed wyborem, który może zadecydować o losie jego duszy. By wejść do Imaginarium należy znaleźć się po drugiej stronie specjalnego lustra.
Gilliam wyraźnie odwołuje się, zresztą nie po raz pierwszy w swej twórczości do „Alicji w krainie czarów” i „Fausta”. Jednak obok kwestii moralnych reżysera interesuje szalony świat nieskrępowanej wyobraźni. Film przebiega na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to rzeczywistość. Choć niepozbawiona elementów fantastycznych jest jednak czymś namacalnym. To ból, strach, głód, ale też lojalność, miłość, zaufanie i przyjaźń. Drugą jest świat wewnątrz Imaginarium. To kraina naszych marzeń, ale też i podświadomych lęków. Połączenie nieba i piekła, gdzie demiurgiem jest doktor Parnassus. To tak naprawdę jego świat, mimo że każdy, kto odwiedza krainę, doświadcza swych indywidualnych przeżyć. Jednak władca tego jest tylko jeden. Imaginarium można zinterpretować jako prywatny czyściec doktora Parnassusa, jego pokutę i szansę na wybawienie. Gdy chce może pomóc tym, którzy popadli w kłopoty, jednak nie musi tego robić. Diabeł przez cały czas trzyma rękę na pulsie.
Parnassus olśniewa wizją. Obrazy, które oglądamy, mogą równać się tylko z tym, co w swoich filmach prezentuje wspomniany wyżej Tim Burton. To, co oglądamy na ekranie jest pomieszaniem imaginacji jak z bajek braci Grimm z obrazami mistrzów renesansu. Gilliam dorzuca jeszcze aspekt absurdalnego poczucia humoru (bądź, co bądź, to członek Monty Pythona), w tym fenomenalną parafrazę „Piosenki drwala” w wykonaniu policjantów ubranych w czarne spódniczki. W każdym miejscu filmu reżyser powtarza „to jest MÓJ świat, ja go wykreowałem, ja prowadzę widza przez wizję, z którą może się utożsamiać”.
Ważkim elementem filmu jest przesłanie. Mimo mrocznej oprawy „Parnassus” to film o miłości i poświęceniu. O zwycięstwie dobra nad złem. O prostych zwykłych rzeczach, o tym, że rodzina daje największe szczęście, a my, by ją uratować, jesteśmy gotowi do największych poświęceń, łącznie z oddaniem własnego życia. Przy dzisiejszym zalewie przemocy dla przemocy i seksu dla seksu, Gilliam pokazuje nam to, jacy naprawdę powinniśmy być. Nie robi tego nachalnie, wręcz emanuje delikatnością. Jednak ta baśń, jak każda baśń, ma nas czegoś nauczyć. I jak każda tego typu historia niesie ze sobą wartościowe przesłanie.
Jeśli chodzi o aktorstwo, film Gilliama prezentuje to z najwyższej półki. W grze Heatha Ledgera widać pewne delikatne inspiracje rolą Jokera (filmy powstawały mniej więcej w tym samym czasie). Nie jest to kopia roli, po prostu wykorzystanie niektórych elementów, świadczące o tym, że przedwcześnie zmarły aktor budował swe postaci całkowicie świadomie, starając się jak najdokładniej oddać realizm psychologiczny bohatera. Johnny Depp to klasa sama dla siebie. Dzielnie sekundują mu Jude Law i zaskakująco dobry Colin Farrell. Plummer jako Parnassus też jest świetny. Muszę też napisać po raz kolejny o fenomenalnej grze Toma Waitsa. Rola diabła jest jakby skrojona wprost dla niego.
Cóż mogę jeszcze napisać… Ludzie, rzućcie w diabły telewizję, bzdurne przygody Mroczków czy innych oszołomów, tańce z gejami na lodzie i propagandę WSI24. Idźcie do kina! Na nowy film Gilliama. Nie będziecie żałować i doświadczycie wyprawy do krainy marzeń.
Michał Wolski
Napisz komentarz
Pola wymagane oznaczone są *.
Posts: 2
Reply #1 on : Thu April 22, 2010, 09:12:20


Posts: 2
Reply #2 on : Thu April 22, 2010, 11:07:50