Przeciw amnezji
Popatrzyliśmy na wojnę nie przez pryzmat wielkich kampanii i bitew, tylko losów konkretnych ludzi. Odgrzebaliśmy mnóstwo arcyciekawych historii.
Odbiór cyklu był bardzo dobry. Sporo komentarzy internautów. Spotykaliśmy ludzi, którzy wycinali i gromadzili wszystkie teksty. Nauczycielka historii napisała do nas w mailu, że nie przypuszczała, iż historia II wojny światowej na Podkarpaciu jest tak fascynująca. Informacje od czytelników pozwoliły wnieść nowe elementy do dotychczasowej wiedzy historycznej, np. na temat pacyfikacji Staroniwy (wówczas podrzeszowska wieś) w 1943 roku.
Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo gdy zbierałem materiały do kolejnych tekstów, moi rozmówcy kilkakrotnie pytali: dlaczego piszecie o tym dopiero teraz? Wówczas jakoś mocniej zdałem sobie sprawę, że — jeżeli chodzi o naszą wiedzę historyczną — w znacznym stopniu straciliśmy całą dekadę lat 90.
Po przełomie 1989 roku wydawało się, że wreszcie nadszedł dobry czas na zapełnienie białych plam w historii, których w okresie PRL naprodukowano mnóstwo. Na początku rzeczywiście robiono to bardzo intensywnie. Ale szybko zaniechano. Kto pamięta intelektualną atmosferę lat 90., ten potwierdzi, że tematyka historyczna raptem stała się rzeczą wstydliwą. W mediach zaczęto ją uważać za najbardziej niekomercyjną, czyli „niechodliwą”. Mieliśmy — tak nam wmawiano — skoncentrować się na budowaniu kapitalizmu, dobrobytu gospodarczego, a historię zostawić historykom. W tym nawoływaniu szczególnie aktywna była lewica, która miała wiele na sumieniu i najchętniej zabetonowałaby przynajmniej niektóre ślady swojej działalności w okresie PRL. Sensem hasła Aleksandra Kwaśniewskiego „Wybierzmy przyszłość” było nie tylko skoncentrowanie się na celach, które nas czekają, ale także — a może nawet przede wszystkim — amnezja odnośnie do przeszłości.
Kwaśniewskiemu się nie dziwię, ale też i niczego od niego nie oczekuję. Dziwię się natomiast pewnemu bardzo „dużemu” biznesmenowi, którego skądinąd cenię i szanuję za klasę i uczciwość, a który przekonywał mnie kiedyś, że rozgrzebywanie spraw z przeszłości nie ma sensu, bo niepotrzebnie antagonizuje ludzi. Tylko co można zbudować na amnezji?
Jednym ze źródeł takiej „amnezyjnej” postawy jest brak intelektualnej odwagi zwolenników amnezji do stanięcia oko w oko z prawdą. Bez względu na to, czy dotyczy to generała Wojciecha Jaruzelskiego, agentów SB, duchownych i świeckich, którzy niemal w komplecie poszli w zaparte, czy też byłych opozycjonistów, którzy zblatowali się z „drugą stroną” (dlaczego tak się stało, to odrębny temat).
Ale najsmutniejsze jest dla mnie to, że amnezja staje się często udziałem tych, istotą profesji których powinno być poszukiwanie prawdy. Podpisuję się pod myślą Rafała A. Ziemkiewicza zawartą w książce „W skrócie”: „Polska stała się krajem historyków nieciekawych przeszłości, dziennikarzy nieciekawych afer, socjologów nieciekawych procesów społecznych, polityków nieciekawych kulis kluczowych politycznych negocjacji… aż po prokuratorów i policjantów nieciekawych, kto popełnił przestępstwo”.
Dziś poszukiwanie prawdy kosztuje, o czym boleśnie przekonali się choćby ci, którzy chcieli napisać biografie Lecha Wałęsy nie „na kolanach”. Zwłaszcza Paweł Zyzak, który na pewien czas został zmuszony do pracy w hipermarkecie, bo nikt go nie chciał zatrudnić w zawodzie.
IPN, który uważam za jedną z najbardziej pożytecznych instytucji powstałych po 1989 roku, stara się przywrócić pamięć Polakom. Ta instytucja (obok tak udanych multimedialnych inicjatyw jak Muzeum Powstania Warszawskiego) ma duży udział w pewnym ożywieniu w ostatnich latach zainteresowania Polaków tematyką historii Polski. W propagandzie mainstreamowych mediów i polityków IPN jest nazywany, kompletnie bez sensu, pisowskim, bo dobrze wpisał się w politykę historyczną, którą chciał realizować rząd PiS i która jest tak bliska prezydentowi. Ale przecież IPN robił to już wcześniej. I żenujące jest to, że Instytut jest cały czas straszony. A to obcięciem funduszy (robi to PO), a to likwidacją (SLD). Ma się tak stać wtedy, gdy Instytut znów poważy się zająć „śliskimi” tematami. A przecież solą nauki jest wolność badań i prawo do stawiania nawet najbardziej karkołomnych hipotez.
Choć więc atmosfera wokół tematyki historycznej nieco się ociepliła, to nie na tyle, by taki cykl, jak ten w Nowinach, można było nazwać inaczej jak ekstrawagancją.
Ale róbmy swoje. Działajmy na rzecz renesansu zainteresowania historią. Wyjaśniajmy, dlaczego hasło „wybierzmy przyszłość” (rozumiane tak jak pisałem wcześniej) jest głupie. W końcu świadomy obywatel powinien wiedzieć, skąd przychodzi. I że przyszłość rodzi się w teraźniejszości z przeszłości.
Ta sprawa ma także wymiar międzynarodowy. Nasza narracja historyczna powinna być słyszana w świecie. Nieobecni nie mają racji. Ale o tym innym razem.
Jaromir Kwiatkowski
Napisz komentarz
Pola wymagane oznaczone są *.
Posts: 2
Reply #1 on : Thu April 22, 2010, 01:25:17


Posts: 2
Reply #2 on : Thu April 22, 2010, 06:02:41