W naszej naturze leży dawanie siebie drugim

Rozmowa z Panią Łyżeczką
Pani Łyżeczka — Agnieszka Dubiel, ur. 1977 w Poznaniu. W czasie studiów związana z duszpasterstwem akademickim oo. Dominikanów. Od dziesięciu lat mieszka na Śląsku, wraz z mężem i trójką dzieci (lat 7, 5 i 2). Pracuje jako tłumaczka, poza tym prowadzi dom, a w wolnych chwilach pisze. W zeszłym roku wraz z koleżanką wydała książkę pt. „Gdy świat jest domem. Gdy dom jest światem”, złożoną z tekstów publikowanych wcześniej na blogach www.sosenka.salon24.pl oraz www.panilyzeczka.salon24.pl. Laureatka kilku konkursów literackich.

— Nie ukrywasz, że Twoim światem jest dom. Z notek na Twoim blogu została wydana nawet książka o podobnym tytule. Kobieta, której życie kręci się w czterech ścianach? To nie po myśli lobby feministycznego.

— A kto powiedział, że moje życie kręci się w czterech ścianach? Owszem, dom jest mi światem, tutaj żyję, pracuję i tutaj spędzam większość czasu, ale każdy dom ma przecież okna i drzwi. Mogę je otwierać, zapraszać gości, mogę wychodzić do ludzi. Nie jestem więźniem, bo lubię swój dom i dobrze się czuję w tym moim świecie.

— Właśnie to miałem na myśli, mówiąc o tym, że życie kręci się w czterech ścianach. Nie chodziło mi przecież o to, że jesteś w nich uwięziona…

Nie dzieliłabym świata na kobiety-feministki i resztę. Wydaje mi się, że ta linia podziału biegnie między tymi, którzy chcą coś ofiarować światu i sobie i tymi, którzy chcą tylko cieszyć się własnym życiem.

— To pewnie dowód na to, jak głęboko takie myślenie jest w nas zaszczepione. Słyszę: cztery ściany i od razu włącza mi się lampka z napisem „więzienie”. Tymczasem cztery ściany dają poczucie bezpieczeństwa, a nie izolują od świata. Mogę go poznawać i kontemplować również stąd. Żeby zobaczyć, co się dzieje na zewnątrz, wcale nie muszę biegać nerwowo po wszystkich zakątkach ziemi. Czasem wystarczy, że usiądę, uważnie popatrzę i zastanowię się nad tym, co widzę. Zdecyduję, czy odpowiadają mi rożne idee i pomysły na moją kobiecość, jakie podsuwa mi świat. Nie muszę brać na ślepo wszystkich propozycji.

A co na to feministki? Prawdę mówiąc, układając sobie życie nie zastanawiam się, co pomyśli o tym jakieś lobby. Nie uważam wcale, żeby ich głos był moim, żeby stawały w mojej obronie. Nie identyfikuję się z feministkami i nie chcę, żeby występowały w moim imieniu. Mój blog też jest wyrazem pewnego sprzeciwu wobec wpychania wszystkich kobiet do worka z napisem: „chcemy wolności, chcemy kariery, chcemy swoich praw”. Ja mam inny pomysł na siebie i nie czuję się z tego powodu gorsza.

— Czym jest dla Ciebie Twój dom?

— Prawdą jest, że każdy z nas nosi w sobie potrzebę posiadania domu. Chcemy mieć tę bezpieczną przystań, do której wracamy po długich wojażach. Miejsce, gdzie ktoś na nas czeka, gdzie jesteśmy kochani i akceptowani. To jest właśnie dom. Jednak żeby był, musi się znaleźć osoba, która będzie go tworzyć. Nie wystarczą cztery wspaniałe ściany w urokliwej okolicy. Wydaje się, że wiele osób szuka dziś takiego miejsca na ziemi. Kobieta ma naturalną zdolność tworzenia go, warto więc wykorzystać tę szansę, bo może się okazać, że była to najcenniejsza rzecz, jaką w życiu zrobiła.

Czasem spotykam się z zarzutem, że w Polsce zmusza się kobiety do rodzenia dzieci i zajmowania się domem. Nie rozumiem tego. Ja nikomu nie dyktuję, jak ma żyć i nie chcę, by ktoś inny dyktował mnie, co mam myśleć. Cieszę się z domu, z dzieci, z rodziny i o tym piszę. To też jest prawda o mnie jako kobiecie i o kobietach w ogóle: sprawia nam radość pełnienie roli żony, matki i gospodyni. A że nie wszystkim? Cóż, nie da się mówić za wszystkich.

— Jakie jest najważniejsze powołanie w życiu Pani Łyżeczki?

— Powołań jest kilka, można je uszeregować według perspektywy czasowej: im dłuższa, tym ważniejsze powołanie. Najważniejsze jest to, które sięga w wieczność i któremu inne powołania są podporządkowane. Potem jest to, które trwa do końca życia na ziemi, czyli rola żony. Rzadko dziś się patrzy na małżeństwo jako drogę do nieba czy na zadanie do wykonania. Moją rolą jako żony jest dbanie o męża, również o to, żeby był coraz lepszym człowiekiem. Jego rolą jest dbanie o mnie. Na tym właśnie polega powołanie: otrzymujemy jakiś prezent, o który mamy dbać i go rozwijać. To jest po prostu zadanie do wykonania. Zadanie czasem trudne, ale od początku związane z ogromnym dobrem, które zostało nam powierzone. Mamy z niego korzystać i dbać o nie tak, by było go coraz więcej. Kiedy spojrzy się z tej strony, powołanie jest po prostu fantastyczną sprawą, która nam się w życiu przydarzyła. Otrzymując w prezencie rolę żony, przyjmuję też na siebie rolę matki. To kolejne moje powołanie, podobnie długofalowe, choć z czasem wykonuje się je coraz mniej intensywnie.

Czy mam jeszcze inne powołania? Może pisanie… Widocznie otrzymałam jakiś talent dlatego, że mam coś do zrobienia w tym życiu. Jeśli przychodzą do mnie ludzie i mówią, że moja książka jest dla nich ważna, że wnosi coś dobrego w ich życie, czuję, że robię to, co trzeba.

— Na studiach miałem koleżanki, które uważały się za feministki. Trzeba dodać, że były to feministki dość lightowe — w każdym razie i tak wpadały w święte oburzenie, gdy mówiłem, że najważniejsza w życiu człowieka jest rodzina, a inne rzeczy są generalnie temu podporządkowane.

— Słusznie im mówiłeś: właśnie w życiu człowieka — nie tylko kobiety, ale każdego powołanego do życia w rodzinie. Gdybym ja podobne zdanie wygłosiła moim kolegom ze studiów, też byliby oburzeni, tylko nikogo by to nie dziwiło. Jeśli jednak zakładamy rodzinę, to ona staje się najważniejsza, bo w niej chodzi o dobro innych ludzi: męża, żony, dzieci. Wszystko inne jest tylko środkiem, który ma temu pomagać lub po prostu przyjemnym dodatkiem. Dlatego również praca zawodowa mężczyzny jest dobra, o ile służy rodzinie. Gdy staje się ważniejsza od ludzi, którymi mężczyzna ma się opiekować, zaczyna dziać się źle.

Czasem spotykam się z zarzutem, że w Polsce zmusza się kobiety do rodzenia dzieci i zajmowania się domem. Nie rozumiem tego. Ja nikomu nie dyktuję, jak ma żyć i nie chcę, by ktoś inny dyktował mnie, co mam myśleć.

Zaangażowanie w rodzinę musi być obustronne, choć z każdej strony wygląda nieco inaczej. Wiadomo, że dzieci rodzi i karmi kobieta. Że kontakt z matką jest niezbędny maleńkiemu dziecku do prawidłowego rozwoju. Nie uważam, żeby postulowana nieraz zamiana ról na tym polu przynosiła dobre efekty. Ale kobieta nie może zostawać z tym zadaniem sama. Jeśli, potocznie mówiąc, „siedzi w domu”, a mężczyzna baluje, ona czuje się sfrustrowana i uwięziona w czterech ścianach. Jeśli jednak mąż po powrocie z pracy uczestniczy w życiu jej i rodziny, jeśli poświęca jej swój czas i uwagę, może czuć się doceniona i ważna w tym, co robi w domu. Nie musi uciekać do pracy, żeby ktoś ją zauważył. Nie chcę powiedzieć, że praca zawodowa kobiet jest zła. Często bywa, że jest dobra, ale nieraz trzeba z niej zrezygnować — częściowo lub całkowicie, na jakiś czas, po to, żeby zadbać o dobro innych członków rodziny. Tutaj najważniejsze jest dobro człowieka, reszta to dodatek.

— W poprzednim roku była prezes KoLibra Magdalena Zalewska powiedziała w wywiadzie dla Gońca, że feministki celowo robią w bambuko kobiety, aby zrezygnowały z najpiękniejszej rzeczy, jaką mogą ofiarować światu i sobie — nowego życia.

— Ja czasem mam wrażenie, że to feministki zostały zrobione w bambuko. Zastanawiam się, kto czerpie najwięcej korzyści z tego, że kobiety chcą być wyzwolone, bez zobowiązań i nie mieć dzieci na głowie? Może jest to na rękę nieodpowiedzialnym mężczyznom, by mieć wokół siebie takie osoby? Na dodatek „świadomie decydujące o swoim ciele”, a więc nie ma obaw, że pojawi się dziecko, którym on, jako ojciec, musiałby się zająć.

Mówiąc jednak poważnie, nie dzieliłabym świata na kobiety-feministki i resztę. Wydaje mi się, że ta linia podziału biegnie między tymi, którzy chcą coś ofiarować światu i sobie i tymi, którzy chcą tylko cieszyć się własnym życiem. Oczywiście ten drugi pomysł jest dziś głośno lansowany, również przez feministki, ale nie tylko.

Z drugiej strony sporo jest osób, kobiet i mężczyzn, które widzą sens w dawaniu, dla których nowe życie jest nie tylko trudnym zadaniem, ale i darem. Żal mi jest czasem tych, którzy skupiają się jedynie na sobie, bo wydają mi się mocno sfrustrowani. Człowiek został tak skonstruowany, że ma w sobie potrzebę robienia czegoś dla innych, myślenia o innych, opiekowania się nimi.

— Mówisz o zaletach dawania czegoś z siebie. A czy z drugiej strony wychowywanie dzieci może przeszkadzać w prowadzeniu życia, które dawałoby satysfakcję i poczucie spełnienia?

— To zależy, co nam daje satysfakcję i poczucie spełnienia. Tu bym znów wróciła do wspomnianej już perspektywy. Sądzę, że na krótką metę rzeczywiście wychowywanie dzieci może „przeszkadzać”, bo wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, z odłożeniem wielu spraw na później. Jeśli jednak myśli się długofalowo, można sobie wytłumaczyć, że nie zawsze dzieci będą maleńkie, że za kilka miesięcy będzie można zostawić malucha dziadkom i zrobić coś dla własnej przyjemności. A za kilka lat zabrać dziecko ze sobą i pokazać mu to, co nas fascynuje. Za lat dwadzieścia będziemy patrzeć na nasze dzieci z satysfakcją i poczuciem spełnienia, których być może dziś nam czasem brakuje.

Z drugiej strony myślę, że nawet teraz, mając małe dzieci, nie muszę rezygnować ze wszystkiego. Wystarczy wybrać klika spraw, na których naprawdę mi zależy i mogę prowadzić życie ciekawe i barwne, to kwestia dobrej organizacji czasu.

— W dzisiejszym świecie często mówi się o samorealizacji. Rzadko o odpowiedzialności i potrzebie daru z siebie. Może to jest jeden z powodów, dla których współcześnie feminizm ma się tak dobrze.

— Tak, feminizm ma się dobrze i kobiety chętnie idą za tym głosem. Ale mężczyźni robią to samo: też wybierają samorealizację zamiast odpowiedzialności. Iluż jest teraz mężczyzn po trzydziestce, mieszkających z rodzicami, bo im tak wygodnie i angażujących się jedynie w przelotne związki? Obawiam się, że nie tylko z braku kobiety chętnej do założenia rodziny na stałe. To jest ta sama droga, tylko nie nazywa się maskulinizmem, nie ma oficjalnych przedstawicieli.

Nigdy nie będzie absolutnej równości między płciami, bo po prostu jesteśmy inni, mamy co innego do zrobienia. Mało tego, wydaje się, że domaganie się absolutnie równego traktowania powoduje niesprawiedliwość.

Prawdę mówiąc jedną z przyczyn, dla której nie lubię feminizmu jest ta, że wprowadza on sztuczne podziały. Dzieli świat na nas — kobiety i tych niedobrych mężczyzn. Feministki krzyczą głośno, domagając się jakichś praw, ale w gruncie rzeczy proszą o rzeczy niemożliwe. Nigdy nie będzie absolutnej równości między płciami, bo po prostu jesteśmy inni, mamy co innego do zrobienia. Mało tego, wydaje się, że domaganie się absolutnie równego traktowania powoduje niesprawiedliwość. Przykładem może być choćby system emerytalny, równy dla wszystkich. Tu nikt nie uwzględnia okresów zwolnień lekarskich w ciąży, urlopu macierzyńskiego czy wychowawczego. Nie ma mowy o tym, że kobieta, która później zostaje w domu z dzieckiem, wykonuje jakąś pracę. Efekt jest taki, że zachęca się kobiety, by jak najszybciej wracały do pracy, żeby nie miały przerw w karierze. Dzieje się to niestety zawsze kosztem dzieci i ich równowagi emocjonalnej. Do tego pojawia się dziwna chęć udowodnienia całemu światu, że jesteśmy równie dobre, jak mężczyźni, a nawet lepsze.

— Właśnie, czasem chce mi się śmiać, bo gdyby tak potraktować poważnie postulaty feministek, to trzeba byłoby przestać rozdzielać kobiety od mężczyzn w zawodach sportowych. Z tym, że wtedy kobiety zostałyby ze sportu wyeliminowane w ogóle, bo nie kwalifikowałyby się do żadnej ważnej imprezy. To tylko przykład. Z kolei pewne cechy, jak czułość, współodczuwanie, delikatność czy choćby umiejętność wykonywania kilku czynności jednocześnie — to z kolei płaszczyzny, na których nigdy Wam nie dorównamy.

Między płciami nie powinno być konkurencji, bo nasze role w świecie są różne. Jesteśmy dla siebie komplementarni, uzupełniamy się. W zdrowej rodzinie potrzebna jest matka i ojciec, kobieta i mężczyzna. Dopiero razem tworzą związek, który jest zdolny do zrodzenia i wychowania dzieci. Wprowadzenie nieładu z jednej strony prowadzi automatycznie do bałaganu z drugiej. Zamiast domagać się praw dla kobiet, powinniśmy wszyscy domagać się szacunku dla człowieka, zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzny.

— A samorealizacja?

— To ślepa uliczka. Jasne, można uczyć się całe życie, zwiedzać świat czy poznawać wciąż nowych ludzi. To wszystko jest ważne i potrzebne, ale nie może stać się celem samym w sobie. Podobnie kariera zawodowa. Dobrze jest, jeśli ktoś nas docenia i na tym polu, jeśli po prostu w czymś jesteśmy dobrzy. Jeśli jednak zatracimy prawdziwy sens naszego istnienia, jeśli całe życie będzie się kręcić wyłącznie wokół naszego własnego ja, co nam pozostanie na końcu? Wtedy już nie będzie ważne, czy znamy osiem języków obcych, czy tylko jeden. Albo czy byliśmy w czterdziestu krajach świata, czy w dwóch. Tak czy inaczej na końcu życia każdy stanie i zapyta sam siebie: a co zrobiłem dla innych? Czy zrobiłem chociaż raz coś, co naprawdę miało sens?

Człowiek nosi w sobie naturalną potrzebę podarowania swojego czasu, uwagi i wysiłku drugiemu człowiekowi. Dlaczego mielibyśmy się przed tym bronić?

Rozmawiał Paweł Pomianek

Napisz komentarz

Pola wymagane oznaczone są *.


online
Posts: 3
Comment
Bardzo pouczajace
Reply #3 on : Fri May 21, 2010, 01:34:09
Tak, prawdopodobnie tak jest
spqijcyzv
Posts: 3
Comment
AxiCPUuV
Reply #2 on : Thu April 22, 2010, 14:12:06
z5f8t3 <a href="http://atnfwvpazyku.com/">atnfwvpazyku</a>, [url=http://soimgfyrwtnd.com/]soimgfyrwtnd[/url], [link=http://gfmmtexrtocz.com/]gfmmtexrtocz[/link], http://uvnfxuctjxxv.com/
jexzalo
Posts: 3
Comment
feNjdlXLmWTyhY
Reply #1 on : Thu April 22, 2010, 04:22:11
kUzAFD <a href="http://kppauxorxayv.com/">kppauxorxayv</a>, [url=http://wufjijknpoie.com/]wufjijknpoie[/url], [link=http://hvxbkvimzmfx.com/]hvxbkvimzmfx[/link], http://qdyiyyfzxhuv.com/

W numerze:

Z życia KoLibra
Aktualności
Temat numeru
Feminizm
Anna Grabińska
Parytety - realny problem czy lewicowa propaganda?
Z dr Moniką Michaliszyn rozmawia Anna Grabińska
W naszej naturze leży dawanie siebie drugim
Rozmowa z Panią Łyżeczką
Polityka
Amerykanie są narodem dłużników
Z Ronem Paulem rozmawia Jacek Spendel z Instytutu Globalizacji
Komentarz dzikiego kapitalisty
Publiczne znaczy złe
Witold Falkowski
Z czapy Kwiatka
Przeciw amnezji
Jaromir Kwiatkowski
Prawo
Parytetem w nierówności
Karol Sala
Kącik teologiczny
Skąd wziął się w Kościele kult Maryi?
Paweł Pomianek
Felietony
Chodzi o dobro iksa!
Igor Belczewski
Kultura i społeczeństwo
Spacer? Tylko w centrum handlowym!
Anna Grabińska

Facebook | Goniec Wolności

Wesprzyj „Gońca”

VWBank Direct 23213000042001020462740001
z dopiskiem: Goniec Wolności

Wydaliśmy książkę!


Czego nie wiesz o obecnym kryzysie? pod red. Dominika Jaskulskiego

Do nabycia w pakiecie ebooków Libenter.pl